Historia założycielska
Zbudowani z buntu.
Stworzeni dla ulgi.
Nie jesteśmy korporacją.
Jesteśmy ratownikiem medycznym i inżynierem biomedycznym.
Zderzyliśmy dwa światy, bystworzyć bezkompromisowe
narzędzie do nocnej regeneracji.
Stoję przy oknie z kubkiem gorącej, porannej kawy.
Gęsta para unosi się w chłodnym powietrzu, a ja patrzę na budzącą siędo życia Warszawę.
Czuję w udach lekkie palenie po wczorajszym, morderczym treningu Hyrox, ale moje plecy? Plecy są zrelaksowane, lekkie. Całkowicie zresetowane.
Zanim jednak ten poranny spokój stał się moją rutyną, rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.
Syganły ostrzegawcze
z obu światów.
Przez lata funkcjonowałem na najwyższych obrotach w dwóch brutalnych światach.
Z jednej strony sport:
piłka nożna, zapasy, rzeźnia na macie podczas
tajskiego boksu i MMA.
Z drugiej – ostre światło jarzeniówek w karetce pogotowia.
Jako ratownik medyczny codziennie widziałem, co z ludzkim ciałem robią skrajne przeciążenia, stres i brak regeneracji.
Naprawiałem skutki.
Mój kumpel, Mati, patrzył na to samo, ale przez pryzmat liczb.
Jako inżynier biomedyczny z Politechniki Warszawskiej i zapalony biegacz, widział ludzkie
ciało jak skomplikowaną maszynę, która potrzebuje idealnego serwisu.
Zderzyliśmy te dwa światy i poczuliśmy narastającą furię. Widzieliśmy ludzi wyplutych po 12 godzinach przed monitorem, zjechanych po setkach kilometrów w wymuszonej pozycji na kolarzówce. Wstawali rano sztywni, obolali, faszerowani marketingową papką wielkich gigantów, którzy obiecywali złote góry, a sprzedawali bezwartościową piankę.
– Ktoś musi to w końcu zrobić dobrze – rzuciłem do Matiego po jednym z ciężkich 24 godzinnych dyżurów.
Nie chcieliśmy kolejnego materaca. Chcieliśmy stworzyć stację dokującą
dla wycieńczonych organizmów.
Widzieliśmy ludzi wyplutych po 12 godzinach przed monitorem, zjechanych po setkach kilometrów w wymuszonej pozycji na kolarzówce
Partyzantka w 60 m2
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
Kiedy masz wielką wizję, ale nie stoi za tobą milionowy budżet, świat szybko weryfikuje twoje plany.
Zaczęła się długa, wyboista droga przez mękę.
Nasz poligon doświadczalny?
Sześćdziesięciometrowe mieszkanie w Warszawskim bloku i wynajęty garaż.
Powietrze gęste od zapachu kleju, pot na czole i stosy kawałków pianek, o które potykaliśmy się w drodze do kuchni.
Siłowaliśmy się z grubymi na kilkanaście centymetrów prototypami, próbując wnieść je po klatce z garażu do salonu a potem ubrać w ciasne pokrowce, bo tam było brudno. Wiedzieliśmy, że chcemy połączyć zaawansowane pianki HR i Visco, chcieliśmy zintegrować to z niemiecką technologią nega-stat®, żeby obniżyć poziom kortyzolu u śpiącego człowieka. Brzmi świetnie? Tylko na papierze.
Dostawcy technologii zamykali nam drzwi przed nosem, traktując nas jak płotki, które nie mają szans na rynku zdominowanym przez rekiny.
Równania Matiego czasem brutalnie rozbijały się o rzeczywistość. Pamiętam noc, po której zwlekliśmy się z łóżka bardziej zmasakrowani, niż po najcięższym sparingu na macie. Prototyp okazał się zbyt miękki. Nasze własne, zmęczone plecy krzyczały z bólu.
Byliśmy sfrustrowani, niewyspani, a w głowie pulsowała myśl: czy my w ogóle wiemy, co robimy?
Pamiętam noc, po której zwlekliśmy się z łóżka bardziej zmasakrowani, niż po najcięższym sparingu na macie. Prototyp okazał się zbyt miękki.
Nasze własne, zmęczone plecy krzyczały z bólu. W głowie pulsowała myśl: czy my w ogóle wiemy, co robimy?
Zatopienie miednicy i ostateczny test
Ale w słowniku ratownika inżyniera-sportowca nie ma słowa „poddaję się”.
Z każdą porażką zmienialiśmy gęstość.
Milimetr po milimetrze, kilogram po kilogramie dostrajaliśmy twardość, aż nadszedł ten dzień.
Położyliśmy się na nowym modelu. I nagle… kliknęło.
Dosłownie poczułem, jak miednica miękko się zapada, podczas gdy odcinek lędźwiowy otrzymuje zdecydowane, bezkompromisowe wsparcie. Przestrzeń międzyłopatkowa idealnie wypełniła się pianką.
Żadnego ucisku. Czysta, fizjologiczna ulga.
Przez cztery tygodnie nasze ciała adoptowały się do tego podłoża, a z każdym kolejnym porankiem wstawaliśmy lżejsi. Ból zniknął.
Złożyliśmy dziesięć takich materacy i rozdaliśmy znajomym. Czekaliśmy na wyrok. Kiedy wrócili z ocenami dziesięć na dziesięć, wciąż mieliśmy z tyłu głowy, że to przecież nasi kumple.
Ale potem przyszedł pierwszy, zupełnie obcy klient.
Ktoś z zewnątrz, kto zaryzykował swoje pieniądze.
Jego wiadomość o tym, że wreszcie obudził się bez bólu, była jak zastrzyk adrenaliny prosto w serce. Zadziałało.
To było pierwsze nasze małe zwycięstwo, pierwsze zwycięstwo w walce z bólem kręgosłupa tego człowieka, pierwszy raz kiedy nazwaliśmy ten materac NIGHTWIN, aby zapewnić innym zwycięstwo w nocy, by mieli siłę wygrywać każdego następnego dnia.
Tak powstał materac NIGHTWIN. W garażu i bloku z wielkiej płyty.
,,Złożyliśmy dziesięć takich materacy i rozdaliśmy znajomym. Czekaliśmy na wyrok’’
Showroom bez presji
i kontynuacja medycznej misji.
Nasz rozwój wymusił kolejny krok.
Z garażu i 60-metrowego mieszkania przenieśliśmy się w
końcu do własnej bazy.
Wynajęliśmy moduł w Nordspace w podwarszawskiej
Lesznowoli. To tam połączyliśmy nasz magazyn z czymś, co
po raz kolejny łamie zasady gry.
Pamiętasz naszą niechęć do korporacyjnych sztuczek?
Postanowiliśmy wyeliminować jeszcze jedno:
presję w salonie meblowym. Stworzyliśmy w Lesznowoli
interaktywną sypialnię. Nie znajdziesz tam uśmiechniętego
handlowca, który oddycha Ci w kark i patrzy na zegarek, gdy
Ty próbujesz w garniturze sprawdzić, czy materac jest
wygodny.
Chcesz przetestować NIGHTWIN® o 22:00 tuż po ciężkim
dniu? Żaden problem. Otwieramy Ci drzwi zdalnie.
Wchodzisz w ciszy, kładziesz się, odpalasz ulubiony odcinek
serialu na Netflixie i leżysz tak długo, aż poczujesz, że Twoje
ciało naprawdę odpuszcza. Chcemy, żebyś był pewien tej
inwestycji na sto procent – sprawdził ją na własnych
warunkach.
Interaktywny Salon
bez presji
Zdalny dostęp
Nasz showroom znajduje się w parku
biznesowym Nordspace w
Lesznowoli otwieramy go dla Ciebie
zdalnie. Chcesz przetestować
materac o 22:00 po cięzkim dniu?
Żaden problem.
Zero handlowców
Wyeliminowaliśmy to, czego klienci
nienawidzą.
Nikt nie stoi nad Tobą, nie oddycha Ci w twarz i nie patrzy na zegarek.
Pełna prywatność.
Własne zasady
Wchodzisz, kładziesz się, odpalasz
ulubiony serial na Netflixie. Leżysz tak
długo, ąż poczujesz, że Twoje ciało
naprawdę odpuszcza napięcie.
Biorę ostatni łyk kawy, odkładam pusty kubek na parapet.
Spoglądam na zegarek – czas ruszać do Lesznowoli, do naszej bazy.
Dzisiaj czuję ogromną dumę.
Zmieniliśmy się z facetów z szalonym pomysłem w rzemieślników buntu, którzy znają wartość swojej pracy i nie godzą się na kompromisy.
NIGHTWIN® to dla nas bezpośrednie przedłużenie misji ratowniczej.
Różnica polega na tym, że w pogotowiu łataliśmy ludzi w sytuacjach krytycznych, naprawiając skutki, a teraz pomagamy im prewencyjnie.
Leczymy ich w ich własnych sypialniach, zanim zmęczenie, zła postawa zza biurka i bóle lędźwi kompletnie zniszczą ich organizmy.
Traktujemy sen naszych klientów równie poważnie, jak pacjenta na noszach. Nasza obietnica?
Żadnej marketingowej ściemy, tylko czysta biomechanika i zero presji przy zakupie.
Wiemy, jak potrafi boleć ciało po ekstremalnym wysiłku fizycznym i bezlitosnym, stresującym dniu.
Obiecujemy Ci absolutną ulgę na najwyższym medycznym poziomie.
NIGHTWIN to nie jest po prostu materac. To sprzęt do ratowania Twojego jutra.
Aby zapewnić najlepsze doświadczenia, używamy technologii takich jak pliki cookie do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Wyrażenie zgody na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Niewyrażenie zgody lub wycofanie zgody może negatywnie wpłynąć na niektóre funkcje i możliwości.
Funkcjonalne Zawsze aktywne
Preferences
Statystyczne
Marketingowe
Krystian Kowalski
Menedżer sprzedaży
Krystian
Cześć, czy mogę Ci jakoś pomóc?